Bajkał: Noc na wyspie Jarki

Po południu, o wyznaczonej godzinie stawiamy się w przystani pana Kuzniecowa. Mamy ze sobą trochę ubrań, karimaty, śpiwory, sprzęt do gotowania i zapasy jedzenia – słowem wszystko, co się może przydać. Nasz gospodarz krząta się i szykuje do wypłynięcia. Woła nas i prosi żebyśmy podeszli więc kierujemy się do szopy, w której przed chwilą zniknął.

Bajkał: wyspa Jarki

Bajkał: wyspa Jarki

- Będę wam podawał sprzęt, a wy go noście do motorówki.

- A do której?

- Do tej czerwonej.

Mega! Czyli płyniemy najważniejszą jednostką w tej części Bajkału! Pytamy jeszcze nieśmiało, jaki sprzęt, bo właściwie to wszystko mamy… To bez znaczenia – pan Kuzniecow z uśmiechem oznajmia, że on nam da wszystko, co będzie nam potrzebne. I w ten sposób dostajemy „pałatkę” (uwielbiam to słowo – po polsku oznacza namiot), wielki dmuchany materac na kilka osób, przypominający ten z Telezakupów Mango, aluminiowy kocioł do gotowania nad ogniskiem, drewno na opał i wędki. Tak żebyśmy mogli coś złowić i głodni nie siedzieli. Szok. Po raz kolejny nie możemy się nadziwić, na jakich wspaniałych ludzi trafiliśmy. Jakby nie było ludziom, których poznali dzień wcześniej, pożyczają za darmo sprzęt za ciężkie pieniądze – bez wahania, że coś możemy niechcący zepsuć.

Na kilka minut przed odpłynięciem dołącza do nas, ubrana w nieco za duży sztormiak, Katia. Chwilę później z prędkością około 60km/h mkniemy po smaganej wiatrem tafli Bajkału. Jak długo? Jakieś 30 minut. Mimo, że wyspa Jarki, na którą płyniemy jest dość niewymiarowa (ma jakieś 4000 m. długości i jedynie 100 m. szerokości), to widać, że pan Kuzniecow doskonale wie, w którym miejscu nas wysadzić. Podpływamy od tyłu, przecinając rozlewisko Niżnej Angary, które nasza wyspa odcina od Morza Syberii.

Bajkał: wyspa Jarki

Bajkał: wyspa Jarki

Zonk! Na „naszym” miejscu już stoi jakiś namiot. No trudno… wskakujemy z powrotem do łódki i płyniemy dale… zaraz, co on robi?! Pan Kuzniecow nie zraził się obecnością innych ludzi i radośnie zaczął wynosić sprzęt na brzeg. Nam tak radośnie nie było – skoro wyspa jest tak długa, to po co mamy się rozbijać 15 metrów od kogoś? Nasze argumenty pana Kuzniecowa nie przekonują. Argumenty zirytowanych ludzi, którzy właśnie przyszli na skargę również nie. I za cholerę nie chcą się od niego zarazić dobrym humorem i uśmiechem (w sumie zupełnie im się nie dziwię). W końcu, zrezygnowani i wkurzeni, zwijają się i przenoszą 100 metrów dalej – za najbliższą wydmę. Głupia sprawa, bo nasz gospodarz zaraz odpłynie, a my zostaniemy z naszymi sąsiadami w stanie wojny.

Bajkał: wyspa Jarki

Bajkał: wyspa Jarki

No cóż – wojnę zostawimy na później, powiedzmy, że zawarliśmy niepisany pakt o nieagresji, a tymczasem idziemy do ogniska, które pan Kuzniecow w między czasie rozpalił. Wysuszone na wiór pniaki palą się znakomicie, strzelając w charakterystyczny sposób i wyrzucając w górę dziesiątki maleńkich iskier. Siadamy wkoło, woda na herbatę zaczyna bulgotać i po chwili popijamy pyszny napar, który w tej scenerii smakuje, jak napój bogów. Uwielbiam wieczorne pogawędki przy ognisku. Wpatrywanie się w migoczące płomyki, w mieniący się setkami kolorów żar, podczas gdy na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy jest w jakiś sposób magiczne. A rozmawiamy dosłownie o wszystkim. O rodzinie, o planach na przyszłość, o przeżytych przygodach, o Polsce, o Rosji, o historii, polityce. Niesamowite jest to, jak życzliwie traktują nas Rosjanie. Jak swoich, niemal, jak przyjaciół. Za każdym razem słyszymy, że polityka i Putin, nie ma nic wspólnego ze zwykłymi ludźmi. Że Rosjanie nie myślą tak, jak on. Że zwykli ludzie nie chcą konfliktów i bardzo Polaków lubią. I to się sprawdza. Tak właśnie jest.

Zmierzch nad Bajkałem

Zmierzch nad Bajkałem

Po odpłynięciu pana Kuzniecowa i Katii zaczyna nam w brzuchach burczeć – znaczy najwyższa pora pomyśleć o kolacji. Dostaliśmy wprawdzie cały sprzęt żeby tę kolację złapać, Paweł nawet próbował działać w tym temacie, ale nic poza glonami nie wyciągnął. Mimo, że z pewnością są bardzo zdrowe, eko i w ogóle place lizać, to jednak nas nie przekonują. Może w panierce wyglądałyby apetyczniej? Morze jest głębokie i szerokie. Czyli zupełnie tak, jak nasze możliwości żywieniowe – wyciągamy tortille, kupione wcześniej warzywa, rozkładamy kuchenkę gazową i jazda! W końcu Robinson Cruzoe też musiał wkroczyć w XXI w. Kolacja jest pyszna – wcinamy po dwie tortille każdy, a gdyby było ich więcej, to też by się nie zmarnowały. Potem krótki odpoczynek poświęcony na napawanie się własną zaradnością i przewidywalnością, mycie garów i do spania.

Gotujemy!

Gotujemy!

Tej nocy do udanych na pewno nie zaliczę. Gnietliśmy się we trójkę na jednym materacu, który przy każdym ruchu wydawał dźwięki zbliżone do pierdzącej poduszki – takiej, jaką można kupić w sklepie ze śmiesznymi rzeczami. A jakby tego było mało, jak tylko ktoś się przekręcił z boku na bok, to zmieniało się rozmieszczenie powietrza wewnątrz materaca… w górę i dół, raz wyżej, raz niżej… Z jaką ulgą przywitałem wschód słońca!

Wyspa całej szerokości - po prawej w tle widoczne wody Bajkału, po lewej - rozlewisko N. Angary

Wyspa całej szerokości – po prawej w tle widoczne wody Bajkału, po lewej – rozlewisko N. Angary

Bajkał: wyspa Jarki

Bajkał: wyspa Jarki

Zanim trzeba będzie wracać, Paweł ponownie idzie na ryby, a ja z Karoliną na spacer. Wyspa długa, jak jasna cholera, a przy tym jak, jasna cholera wąska, prezentuje się bardzo ładnie. Wyspa to może nawet złe słowo  - to bardziej olbrzymia, nieco zalesiona łacha piachu, której średnia wysokość nad lustrem Bajkału nie przekracza 1 metra. Od północy oblewają ja wody Niżnej Angary, która, szeroko rozlewając swe wody, uchodzi w tym miejscu do Morza Syberii, jak często nazywane jest najgłębsze jezioro świata.  Woda jest bardzo płytka – jej głębokość nawet kilkadziesiąt metrów od brzegu nie sięga nawet kolan – ciepła i spokojna, bo osłonięta od wiatru. Od południa natomiast brzeg jest podmywane przez fale tworzące się na otwartym jeziorze, woda jest znacznie ciemniejsza i ma swojską bałtycką… znaczy bajkalską temperaturę – jest koszmarnie zimna. Zabawne, że całą wyspę w szerz można, bez większego wysiłku, przerzucić kamykiem – jej szerokość nie przekracza 100 m.

Bajkał: wyspa Jarki

Bajkał: wyspa Jarki

Spacer był bardzo przyjemny, pogoda też nie najgorsza. W sumie nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego gdyby Karolina nie potknęła się o martwą fokę bajkalską (nerpę) wyrzuconą na brzeg. Najlepsze jest to, że nawet się nie wzdrygnęła – zupełnie tak, jakby otarła się o kłodę. Zrobiła to dopiero, kiedy zapytałem, czy zdaje sobie sprawę, że to wcale nie była żadna kłoda… otóż nie zauważyła… No i ten SMS. Tak, tak dostałem nagle SMSa. To już samo w sobie sprawiło, że zrobiłem minę jakbym zobaczył ufoka. Albo uczciwego polityka. Patrzę od kogo – od szefa(!) Właśnie przeżyłem kolejny szok. Czytam: „Potrzebuję Pana numer dowodu do wystawienia pełnomocnictwa”. Wtf?! Odpisałem i (ja jeszcze w ciężkim, jak ołowiana osłona reaktora w Czarnobylu, szoku) ruszyliśmy do naszego obozowiska, gdzie już czekał pan Kuzniecow.

- I nie złapaliście żadnej ryby? Kiepskie z was Robinosony – rzucił żartobliwie.

- Ale za to zaradne – pomyślałem przypominając sobie pyszne tortille.

Bajkał: Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych
Kolej Krugobajkalska - śladami dawnej Kolei Transsyberyjskiej