I jeszcze tylko zdjęcie tej kupy

Fenomenalni są ludzie, którzy zwiedzając jakieś miejsce robią tysiące zdjęć. Czegokolwiek. Wszystkiego. Uliczka? Pstryk! Balkonik? Pstryk! Klamka? Pstryk! Figurka? Pstryk! Pstryk! Buda z kebabem? Pstryk! Czekam na pioniera, który zrobi zdjęcie kupy. Nie byle jakiej – zagranicznej.

CAM00022

Zawsze, kiedy jestem w miejscu, które jest chociaż trochę turystyczne, to najliczniejszą grupę przybyszów stanowią Pstrykacze. Ostatnio byłem w Barcelonie. Jako, że to miasto z rozmachem, to i Pstrykacze mieli rozmach. Gdzie bym nie poszedł, towarzyszyło mi „pstryk”, „pstryk”. Obpstrykane zostało całe miasto, wszystkie tunele metra, każde ziarenko pisku na plaży. I chmury. Chmury też. W końcu to barcelońskie chmury – inne niż gdziekolwiek indziej.

Setki, tysiące (albo więcej) zdjęć czego się da. Słit focie przy każdej kamieniczce. To nic, że ta i dwie kolejne wyglądają tak samo, jak 5 poprzednich. Pstryk! O! A tu jakie ciekawe schodki! Pstryk! Jaki piękny krzaczek! Pstryk! Makieta jakiegoś zabytku? Pstryk. Jakaś tabliczka? Pstryk. Nieważne, że pojęcia nie ma co tam jest napisane. Ławeczka na plaży? Pstryk? To może jeszcze Pstrykacz na ławeczce? Ależ oczywiście. Przecież trzeba później mieć co na fejsie oznaczać.

Zdarza się również, że Pstrykaczem jest ktoś z kim akurat zwiedzasz miasto. Wtedy jest gorzej. Znacznie gorzej. Wtedy, skoro już ma osobistego fotografa, szaleje na całego i pozuje, gdzie się da. Zdanie „ej, weź walnij mi fotkę z tym budynkiem/pomnikiem/trawnikiem/psem/kotem/kebabem etc.” pada częściej niż popularne w Polsce słowo na „k”. Z każdy kolejnym zdjęciem Mark Zuckerberg łapie się za głowę coraz mocniej – takiej ilości szajsu to nawet serwery Facebooka nie pomieszczą.

Późniejsze oglądanie setek i więcej takich zdjęć też jest fascynującym zajęciem… Wygląda to mniej więcej tak. Najpierw prośbą i groźbą (no weź… obejrzyj ze mną moje zdjęcia…bo zrobisz mi przykrość) zostaję zmuszony do zajęcia miejsca przy komputerze. Potem się zaczyna spektakl. Przerzucamy dziesiątki identycznych zdjęć, a najczęstszym komentarzem jest „a tu takie tam”. Klik. Klik.Klik.Klik. O to jakie ładne! Klik. Klik. Klik. Klik. O, Super! Klik. Klik… tymi zdjęciami, które po prostu przeklikujemy, autor jest równie znudzony co ja. Oboje zawieszamy oko tylko na tym, które było „ładne” i „super”. Skoro tak, to może by te nijakie usunąć? A może… po prostu nie robić setek identycznych zdjęć różnych głupot, których nawet autor potem nie ma ochoty oglądać?

Ludzie robią tysiące fotek, bo wydaje im się, że jeśli obpstrykają każdy szczegół to zwiedzili miasto „bardziej” niż gdyby tego nie zrobili. Sądzą, że tylko wtedy nic nie tracą, że utrwalają wspomnienia. Bzdura. Zamiast robić setki fotek, zrób kilka. A resztę czasu poświęć na czucie i doświadczanie miejsca, w którym jesteś. To będą twoje prawdziwe wspomnienia. Nie fotka ławeczki.

Kupując w polskich sklepach NIE ZAWSZE tworzysz miejsca pracy
Nie kupuję jedzenia bezdomnym

  • Raf

    święta prawda, kiedyś klisza miała 36 klatek i musiało wystarczyć :), no a potem wywołać, to uczyło podejścia do fotografii …